Nowy etap czyli pożegnanie z cycem.

Tak, nadeszła wiekopomna chwila! Po 20 miesiącach i około 15 dniach, dziecko zostało od cycka odstawione. A nie była to łatwa sprawa! Pomimo, że przecież jedno już wykarmiłam (13 m-cy) i teoretycznie miałam to wszystko za sobą, to jednak wyglądało to teraz zupełnie inaczej i dziecko też zupełnie inne.

Nie wiem dlaczego, ale pierwsze dziecko czyli syna mego, dokarmiałam butelką. Nigdy mi nie brakowało pokarmu, ale żyłam w przeświadczeniu że skoro budzi się w nocy często to na pewno jest bardzo głodny i pakowałam mu przed snem mleko czy kaszkę z butelki. Oczywiście budził się nadal. Po odstawieniu od piersi butelka pozostała i była  z nami bardzo długo bo prawie do 3 lat – w końcowej fazie było to kakałko na wieczór i rano… Do tego pozostało częste budzenie i ustało tak naprawdę coś około 4 lat…

Z Nataszą byłam już nieco bardziej wyedukowana, bo bazowałam na własnym doświadczeniu a nie na „mądrych książkach”. Do 6 miesiąca była tylko i wyłącznie na piersi, potem wprowadzałam kolejne pokarmy ale nigdy nie piła mleka innego niż moje.  I tak zleciało nam 20 miesięcy nie wiadomo kiedy… Przyszła wiosna i matce w głowie zaświrowało, że fajnie by było mieć już trochę wolności. Ale jak to zrobić? Natka mega ssakiem była, domagała się w dzień, przed drzemką, przed nocnym spaniem i dostawała też kilka razy w nocy. Można powiedzieć że była to już samoobsługa a odmowa była słyszalna w promieniu 1 km . 😉 Ale tak to z tym karmieniem jest, że mimo iż na początku to bolesne przeżycie, a potem upierdliwe, to jednak też bardzo przyjemne i trochę uzależniające. Lubiłam te jej maślane oczy i gdy rozczochrania w nocy szukała mnie szepcząc „Cita! Cita!” , doceniałam że w każdej sytuacji mogę ją nakarmić, uspokoić czy uśpić. Lubiłyśmy to obie! No ale jak koniec to koniec, liczyłam że w internecie znajdę jakiś zloty środek na odstawienie ssaka prawie 2 letniego – nie znalazłam… Zaczęłam więc od tego że eliminowałam po kolei każde karmienie a jednocześnie od razu postanowiłam nie karmić w przypadkach że ” mama boli, jestem zmęczona, coś mi się nie udało” itp. W odstawkę poszło więc karmienie do dziennej drzemki – efekt: usypianie rozciągnęło się do godziny, na szczęście jest też nosidło, samochód, wózek, więc jakoś poszło 😉 Po dwóch dniach olejna rezygnacja , tym razem z karmienia na noc. O dziwo, poszło bardzo dobrze! Do tej pory  nie wiem jak to możliwe, że karmiąc dzień w dzień przed snem przez tyle czasu, nie zrobiła mega awantury… Trochę pomarudziła ale nie była to żadna rozpacz. Tej samej nocy postanowiłam spróbować również z pierwszą pobudką (zazwyczaj ok 23) i udało się, wystarczyło przytulić. Kolejne już nie dało się oszukać więc przez 2-3 dni powtarzałyśmy ten schemat – w ciągu dnia i na noc nic, w nocy pierwsza pobudka przytulanie, kolejne karmienie. Po kilku dniach drugą pobudkę w nocy również postanowiłam przeczekać. Mała już trochę przyzwyczaiła się że korzysta z bufetu rzadziej, więc poszło nieźle. Ostatecznie zostało nam jedno karmienie nad ranem i tu było najgorzej. Kiedy w końcu zdecydowałam się również z niego zrezygnować, a tym samym zakończyć całkowicie karmienie – płakała godzinę pierwszej nocy, i godzinę o tej samej porze kolejnej. Tak, godzina o świcie to bardzo długo… Przytulałam , nawet nosiłam na rękach, ale mimo to płacz był. Kolejne noce było już tylko przebudzanie się i tulenie , bez płaczu. Cały proces zajął nam jakieś 10 dni. Mała zniosła go jak na moje oko całkiem nieźle, obyło się bez histerii, bez smarowania cycków musztardą, jak również bez odciągania pokarmu. Ale uwaga, w tym wieku dzieci już mają dużo lepszą pamięć niż np roczniaki. Przez 3 tygodnie ciągle pamiętała i czasem robiła podchody 😉

Istotne – za radą koleżanki (cmok) w nocy nie dawałam jej żadnych zamienników, ani wody, ani mleka ( w jej przypadku żadne by i tak nie przeszło), po prostu przytulałam lub tylko trzymałam za rączkę, głaskałam po pleckach (czasami ze złości na mnie nie chciała się przytulać 😉 ) W przypadku dużego już dziecka miałam w zasadzie pewność że nie chodzi tu o głód, nie było więc sensu przyzwyczajać do picia czy jedzenia. Tym sposobem już po 3 nocach Natasza zaczęła je całkowicie przesypiać. Bez pobudek! Był i jest to dla mnie do tej pory szok, bo nadal pamiętam jak to było z synkiem.

Nasz kolejny plan na lato – odpieluchowanie!

I hulaj dusza piekła nie ma! 😉

 

_DSC7265a

_DSC3965

_DSC4023

_DSC4031

Zdjęcia: Kasia Fotoobiektywna

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *