SuperLeon :)

Miniony weekend zaliczał się do tych pod znakiem choroby… U Leonka klasyka już to gorączka 40 stopni a co za tym idzie – wymioty. Tym razem jednak z tą różnicą, że wymiotom nie było końca przez całą noc, i dzień… A potem doszła biegunka… Grypa jelitowa postanowiła zaszczycić nas swoją obecnością… Nockę więc miałam w plecy, co chwilę albo mierzyłam temperaturę, albo podawalam czopki, albo eksportowałam pacjenta do łazienki na bliskie spotkanie z kibelkiem… Mówiąc wprost:  zażygane było wszystko… pokój, zabawki, korzytarz, łazienka, ja z góry na dół-  wszystko! Nie nadążałam ze sprzątnięciem jednych już leciały kolejne.. m a s a k r a … Mój szanowny małżonek był wtedy (jak zawsze zresztą kiedy jest choroba..) na dyżurze i pomagał innym ludziom, eh… Na szczęście mój mały żygulek to pacjent wzorowy, daje sobie robić wszystkie niezbędne zabiegi, każe pić to pije, itd. Jakoś przetrwaliśmy noc, potem dzień no i kolejna noc była już spokojna. Do rana… wtedy poczułam i ja dziwne bulgotanie w brzuchu i masakryczne mdłości… Miałam „tylko” 38 stopni gorączki a myślałam że się przekręcę… a co mówić moje dziecko które zawsze dobija do 40??  Dopiero 2,5 godzinny sen w dresie pod kołdrą przywrócił mnie jakoś do życia 😉 Skąd się to paskudztwo bierze, brrr!

Ale żeby nie było że tylko leżeliśmy i zdychaliśmy, korzystając z zalegania w domu, zrobiliśmy wspólnie z Leosiem plakat 🙂 No w końcu jak się tak dzielnie znosi choroby, to jest się prawdziwym superbohaterem prawda? 🙂

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *