Wakacyjnie, refleksyjnie…

Zostałam przywołana do porządku przez jedną z podczytywaczek i oto jestem 🙂

Nie bardzo wiedziałam jak zabrać się do kolejnego wpisu, bo przyjemnymi rzeczami łatwiej się dzielić niż tymi smutnymi.. Ale jak powiedziało się „a”… Mówiąc wprost -póki co, ciążowych postów nie będzie… Niestety, stało się, przytrafiło i nam. Bez konkretnej przyczyny i powodu, po prostu. Smutek, żal, rozczarowanie, wszystko to razem i z osobna dopadło i mnie, ale minęło już trochę czasu,  który leczy i pozwala spojrzeć z innej perspektywy. Jest piękne lato, są wakacje i cieszę się z tego co mam, a mam wspaniałe, zdrowe dziecko, mam rodzinę i przyjaciół, którym przy okazji BARDZO dziękuję za wsparcie :*.

 

A dzisiaj na blogu wakacyjnie, letnio, chociaż mocno nieaktualnie przyznaję 😉  W Pobierowie razem z Leo i moją mamą byliśmy w czerwcu. Muszę przyznać że taka pora ma swoje ogromne zalety – mało ludzi, puste plaże, a pogoda już ładna! Może nie było takich upałów jak teraz, ale naprawdę wystarczająco, szczególnie jeśli w podróż bierze się psa 🙂

W Pobierowie mogę polecić Wam miejsce gdzie my się zatrzymaliśmy, Kolorowe Domki to sześć (na razie, ma być więcej) domków na ogrodzonym terenie, z dużą ilością zielonej trawy, z placem zabaw. Miejsce idealne dla rodzin z dziećmi, choć, jak wiadomo nikt nie da Wam gwarancji, że sąsiedzi będą mieli dzieci w podobnym wieku, lub że będą kładli je o podobnej co Wy porze, lub że dzieci te będą te równie chętne do zabawy i towarzyskie co Wasze . Heh, no tak 😉 Ale poza tym – było super 🙂

Wszystkim lubiącym domowe jedzenie, mogę też szczerze polecić Jadłodajnię Maryla , mnie odstraszyła trochę nazwa i budynek z zewnątrz, ale przyznaję – to był błąd.. Jedzenie tam mają pyszne, żadna z dziesiątek pobliskich knajp z odgrzewanymi szaszłykami nie umywa się. Jest naprawdę smacznie i niedrogo.

Piaszczyste plaże są oczywiście cudne, ale dla urozmaicenia dobrze jest trochę pozwiedzać-  np Park Miniatur Latarni Morskich w Niechorzu. Wybraliśmy się też na wycieczkę do Międzyzdroi – piękne miasto, ale trochę odstrasza niekończącymi się dmuchańcami, piłeczkami itp atrakcjami wzdłuż całej promenady. To takie „miny przeciwpiechotne” jak mawia moja mama 😉

A było tak :

A taki oto „niezbędnik urlopowicza” zastałam rano na plaży. Do kosza na śmieci było jakieś 15 metrów, tiaa..

 

 

Tyle z nadmorskiej relacji, do kolejnego wpisu! 🙂

 

7 Comments

  1. marta z lublina

    Pani Moniczko mam nadzieję że nie sprawiłam Pani przykrości przypominając o poście. Gdybym wiedziała…mam nadzieję że już wszystko w porządku, czasami w życiu zdarzają się ciężkie chwile, ale trzeba dalej żyć i nie poddawać się-po burzy zawsze wychodzi słoneczko:)
    ps. piękne zdjęcia z wakacji:):):)
    buziaki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *