Wielkanoc

Witajcie moi Drodzy podczytywacze po dłuższej przerwie! Ostatni wpis, miał być ostatnim zimowym i co? I dupa… Może nie aż tak spektakularnie jak w Polsce, ale zima i u nas trzyma i puścić nie chce, nic a nic… Między innymi dlatego, ta Wielkanoc w tym roku taka trochę inna niż zwykle. Miało być wesoło, ze znajomymi, dziećmi, a skończyło się na chorobie Leosia (znooowuuu). Mąż w szpitalu w święta postanowił zamieszkać i widzieliśmy się w sobotę – wcale,  w niedzielę- niecałe 4 godziny z czego 2 przespał. Tak więc sama z chorym dzieckiem, nadpobudliwym psem i śnieżkiem za oknem (sic!) spędzam sobie tę Wielkanoc. Ale żeby nie było, że jak nie ma klimatu, ludzi i atmosfery to i świąt nie będzie, co to to nie 🙂 Tym razem tylko i wyłącznie o własnych siłach kilka potraw (tak żebyśmy w naszym licznym gronie dali radę zjeść 😉 ) sporządziłam. Mimo zimy za oknem, na stole u nas już wiosennie i smacznie (mam nadzieję 😛 ).

 

Małżonek nieco wczorajszy po prawie 30 godzinnym dyżurze i przed 16 godzinnym…Dziecko chore ale ćwiczone od maleńkości wie, że do aparatu należy się uśmiechać 🙂

Żurek – tradycyjny, na zakwasie własnej produkcji 🙂

Jajeczka faszerowane: z łososiem i awokado.

Klops, proste i z jajem 🙂

Tymbaliki z kurczakiem, wędliny z polskich receptur, kupione u Pani Polki. 🙂

Sałatka jarzynowa – absolutna tradycja w moim domu. Konrad bierze pod uwagę głównie walory kolorystyczne, niestety oznajmił mi, że jest za mało zielonego 😛

Ćwikła, którą robię ze świeżego, rosyjskiego chrzanu – tzw „job twoju mać”, wypala górne i dolne drogi oddechowe. Mężowi smakuje..

Chrzan w śmietanie, równie mocny jak jego czerwony kolega.

Tarta pomarańczowa – mój faworyt tych świąt, o dziwo wyszła super, chociaż nie jestem „ciastowa”.

BABA.

Mazurek z marmoladą, morelami, migdałami.

Leon traci cierpliwość, chyba głodny.

Tę piękną palemkę po prawej , Leosio wykonał w przedszkolu 🙂

Od lewej – zajączek pod szklaną kopułką, śliczny prezent od Agawci (dziękuję!), obrazek po środku świetnie odzwierciedla tegoroczny klimat świąt, jajko po prawej to też dzieło naszego zdolnego dziecka 😉

Przy okazji, bo stała obok… Pochwalę się 🙂 Tę skrzynię poprzedni właściciel domu oddał nam za grosze, zostawiłam ją na miejscu na którym sobie wcześniej stała, koło kominka. Ale dopiero teraz zauważyłam napis: Anno 1819. No to kawał starocia z niej!

No i ja, królowa Matka Polka we własnej osobie 🙂

Wesołych Świąt!

5 Comments

  1. ja

    Kurcze! Jak to zrobic aby przy chorym dziecku, sama uszykowac tyle potraw, wysprzatac dom, precyzyjnie przystroic i jeszcze siedziec, pachnąc i pieknie wygladac… Jak ty to robisz? 🙂

    • Monika

      🙂 Założę się że nie ja jedna, a tysiące inych matek (głównie Polek) radzi sobie niczym perfekcyjna pani domu 😉 Do perfekcji mi daleko, ale umiem się dobrze zorganizować no i przedświątecznie zmobilizować :)Za to potem – opaadaam, i kilka di nie robię nic 😀

  2. marta

    Pani Moniko czytam Pani blog od początku:) i już wiele razy miałam zapytać o przepis na tartę, którą robiła Pani na święta:) wygląda niesamowicie i sama chciałabym taką zrobić:) jeśli znajdzie Pani chwilkę to bardzo proszę o przepis:)
    serdecznie pozdrawiam
    Marta z Lublina:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *