No to.. śpimy :)

Zapewne każda mama oczekująca na przyjście swojego pierwszego dziecka, zastanawia się jak to będzie. Kupuje piękne łóżeczko, malusią pościel, kocyczek, misiaczka i kilka innych mięciutkich i słodziutkich gadżetów, aby naszemu maluszkowi było jak w raju. O tak, ja również ten etap przechodziłam. Wybrałam śliczne i bardzo drogie łóżeczko, to nic, że bez wyjmowanych szczebelek i o szerokości 60 cm. Zakupiłam wszystko, wyprałam, wyprasowałam i… czekałam 🙂
Kiedy Leoś pojawił się na świecie, w sali poporodowej mieszkały ze mną jeszcze 2 mamy ze swoimi noworodkami. Jedno z nich spało całą noc w swoim plastikowym kubełku na kółkach, drugie budziło się w swoim platikowym kubełku na kółkach i płakało w nocy, ale mama (to było jej drugie dziecko) tak mocno spała że ja budziłam ją na karmienie. A Leoś, no właśnie – Leoś w swoim plastikowym kubełku na kółkach spędzał czas kiedy musieli go zabierać na ważenie, mierzenie i szczepienie. Zaraz potem, czy to we dnie czy w nocy, swoim donośnym krzykiem informował mnie, że nie będzie tam sam spać- no i nie spał. Po powrocie do domu podjełam jeszcze próbę układania go w łóżeczku, ale szybko zorientowałam się, że nasze łóżko, a konkretnie z nami po bokach – odpowiada mu dużo bardziej 🙂 Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ta potrzeba wspólnego spania, była dla mnie równie a później nawet bardziej ważna niż dla Niego.
Z naukowego punktu widzenia, z tego co znalazłam w sieci, spanie z dziećmi ma wiele pozytywnych aspektów. Oto one po krótce:
– Mama i dziecko mają podobny cykl snu. Fizyczna bliskość powoduje, że mają podobny cykl snu zarówno płytkiego (REM), jak i głębokiego, a co za tym idzie, w tych samym czasie śpią twardo co wybudzają się.
To prawda. Jak tylko nasz maleńki lądował koło mnie w łóżku, czułam większy spokój i mogłam zasnąć w sekundę. Co do wspólnych cyklów snu.. być może tak było, ale tylko jedno z nas miało silną potrzebę ssania maminej piersi, co powodowało dodatkowe wybudzania 😉

Niemowlęta śpią spokojniej.
Zdecydowanie tak. Leoncjo potrafił miliony razy budzić się kiedy spał sam. Nie znaczy to, że nie budził się wcale śpiąc z nami, budził, ale tylko gdy miał do tego powód (np głód).

Wzrasta poziom prolaktyny.
Prolaktyna zwana jest hormonem macierzyństwa, podobno zwiększa się podczas spania z dzieckiem. Nie wiem czy to prawda, ale pamiętam już pierwsze noce w szpitalu, kiedy kładłam malutkiego obok siebie i patrzyłam na jego świecące z ciemności ślepka i zalewała mnie taka fala miłości, jaką nie sposób jest opisać słowami. 🙂 To musiała być ta prolaktyna i pewnie jeszcze oksytocyna 🙂

Wygodniej karmi się piersią. Matki dłużej karmią piersią.

Oczywiście, że tak. Wstawanie, wyciąganie maluszka z łóżeczka, a podczas karmienia niezaśnięcie – to był dla mnie wyczyn niemożliwy do wykonania. Karmienie w łóżku, prawie nie wybudzało mnie i małego ze snu.

Dzieci są częściej przytulane.
No to się rozumie samo przez się. Nasz był przytulany intensywnie i za dnia, ale dostawał też dodatkową nocną porcję 😉

Dzieci śpią spokojniej.
W przypadku mojego dziecka – na pewno spokojniej, niż gdy spało samo. Ale generalnie trafił nam sie egzemplarz, który nie śpi twardo jak kamień (po mamusi) 🙂

Korzyści na całe życie. Wspólne spanie przyzwyczaja do kontaktu fizycznego, oswaja z dotykiem innej osoby. Zaobserwowano, że dzieci karmione piersią i śpiące z rodzicami łatwiej i częściej okazują swoje uczucia. Wykazują się również wyższym poziomem empatii. Nasze dziecko mogłoby być wzorowym przykładem tej teorii…

Zmniejsza się ryzyko śmierci łóżeczkowej. W tych krajach, gdzie wspólne spanie jest powszechnym zwyczajem, przypadki tego rodzaju śmierci zdarzają się najrzadziej. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie aby kobieta, która urodziła dziecko, mogła je np podczas snu przydusić itp. No, chyba że byłaby „pod wpływem”… Na swoim przykładzie wiem, że mój sen, mimo iż spokojny podczas spania z dzieckiem, był jednak zawsze (i chyba już na zawsze będzie) czujny. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o tatusiach… Kilka razy zdarzyło mi się „turlać” mojego męża na swoją połowę , albo zdejmować jego ramię z Leosia. 🙂 To samo było z kotami zanim pojawiło się dziecko, tylko że im to zbytnio nie przeszkadzało 😀
Nie ma żadnych naukowych dowodów, by samotne spanie w łóżeczku dawało dziecku jakiekolwiek – emocjonalne czy np. intelektualne – korzyści. Lepiej więc zaufać swojej rodzicielskiej intuicji i wziąć dziecko do łóżka. Może chociaż na część nocy, na czas zasypiania lub rano. Piękne podsumowanie. Niestety często jest tak, że mamy zbyt wielu doradców, albo sugerujemy się czymś co wydaje nam się racjonalne i dobre, ale wcale nie jest zgodne z nasza naturą i własną potrzebą, oraz potrzebą naszego dziecka.

Źródło

My przerobiliśmy prawie wszystkie pozycje 🙂

http://2.bp.blogspot.com/-y9CmqGUMfbk/UJtjWpbLZPI/AAAAAAAABcw/XMr6fsku008/s1600/zlobek_pozycje_snu.jpg

I niestety, jak na obrazku wyżej widać, przyszedł taki moment, kiedy spanie razem , we trójkę, było coraz bardziej trudne, szczególnie dla mnie.. Wtedy przenieśliśmy Leosia do jego łózka, ale powiedzmy sobie wprost – ja przeniosłam się razem z nim. Dla wielu ludzi, jest to sytuacja bardzo dziwna. No jak to, mąż ma przecież spać z żoną, a dziecko samo! A ja zadaję sobie wtedy pytanie, jak mam wytłumaczyć małemu dziecku, tak silnie związanemu z nami, całkowicie od nas uzależnionemu, że oto mamusia to musi z tatusiem, gdzie będziemy się przytulać i będzie nam cieplutko i milutko, a Ty śpij dziecko samo? W drugą stronę działa to równie mocno, przyzwyczajona od miesięcy do małego kaloryferka, zwyczajnie nie chciałam się go jeszcze pozbywać. I tym oto sposobem mój mąż zyskał całe łoże dla siebie. Po pewnym czasie, miał je dla siebie tylko przez pół nocy (Leoś budził się w środku nocy i przywoływał mnie na miejsce 😉 ). A dzisiaj… eh dzisiaj minęła trzecia noc, którą przespałam calutką w sypialni, bez ani jednej pobudki, gdyż mój 3 letni i 9 miesięczny – mogę już rzec – dorosły – Synek, nie obudził się i nie nawoływał… I wiecie co? Siedzę sobie w łóżku z laptopem totalnie wyluzowana i cieszę się, że mój chłopczyk sam do tego dojrzał, że już mnie do spania nie potrzebuje, ale trochę mi się tęskni… Cieplutkie ciałko, małe rączyny i stópki które wciska np w brzuch, buziak soczysty tuż po otworzeniu ślepek, albo szepczący głosik o 6 rano – Mama, juz widzę słonecko, wstawaj 😀 No będzie mi tego brakowało… Ale kto wie, może jak małżonek pójdzie na nocny dyżur, Leonidas pozwoli mi się wbić na jedną nockę 🙂

A to kilka dawnych i niedawnych zdjęć śpiochowych , które znalazłam w naszym archiwum 🙂

Na każdym zdjęciu autentycznie ŚPIMY.

Dobranoc 🙂

5 Comments

  1. Kasia

    Podziwiam wszystkie mamy śpiące z maluchami! Oczywiście kocham jak synek jest wtulony we mnie i daje mi to ogromny zastrzyk endorfin, ale całej nocy bym nie wytrzymała. Godzina, dwie to nasze maksimum 😉 W nocy śpi u siebie. I ja nawet mu zazdroszczę 😉 długo się musiałam uczyć spać obok męża. Lubię mieć przestrzeń i możliwość kręcenia na wszystkie strony. Mały chyba ma to po mnie. Przytulanie!? Jest na nie czas i miejsce, ale sen to relaks a jak się zrelaksować jak ktoś próbuje nas przydusic z miłości!? Mimo wszystko zazdroszczę 😉 mnie dodatkowo kręgosłup nie
    pozwala na dostosowywanie się do kogoś. Karmienia i spanie razem przyplacam koronnym bólem pleców 😉

  2. Karola

    Drugie od dołu jest moim faworytem-zawsze uwielbiałam gdy moje dzieci zasypiały(lub nadal to robią) w dość na pierwszy rzut oka niewygodnych pozycjach-zawsze wtedy patrząc na chłopców wymyslaliśmy styl spania-bo czasem wyglądali jakby biegli heheheh
    Co do spania z maluchem-zgadzam się ze wszystkim w 100%-do tej pory zdarza się że śpimy we czwórkę-nie jest to może super wygodne…ale ile czasu nam jeszcze pozostało? Za kilka lat Filip już nie będzie chciał dawac buziaka na dobranoc a Emil przestanie się przytulac na każdym kroku bo koledzy patrzą 🙂

  3. Jak fajnie, że czasami ktoś potrafi tak fajnie ująć moje własne przemyślenia… Tyle, że mieliśmy bardzo wąskie łóżko, więc rozwiązaliśmy to troszkę inaczej – zdjęliśmy bok małego łóżka (po prostu zdemontowaliśmy) i przysunęliśmy do naszego. Oba nasze chłopaki – Adaś (lat 7 i pół) oraz Filip (lat prawie 6)są przykładem i dowodem na prawdziwość Twoich słów… Przytulanie i kochanie to nasza codzienność a dowodem na to nasz dzisiejszy poranek spędzony ze wszystkimi chłopakami do 11:30… Nie wyobrażam sobie inaczej… Dzięki Monika za te słowa, pod którymi podpisujemy się my wszyscy – 8 rączek i 8 nóżek…
    Pozdrowienia dla Emigrantów od Emigrantów. Nasze zaproszenie wciąż aktualne – jak tylko będziecie w pobliżu Pithiviers – zapraszamy (macie czas:) do lipca lub sierpnia, potem to już południe Francji – jeszcze fajniejsze:)LOL

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *