Nasze dzieci nie śpieszą się z mową  w zrozumiałym dla nas języku- to chyba u nich dziedziczne. Leoś bardzo długo używał swoich specyficznych nazw, których znaczenie znałam czasami tylko ja. Za to teraz mówi dużo a czasem za dużo 😉 Nataszka poszła w ślady brata i również nie śpieszy jej się do opanowania jakiegoś znanego nam języka… A mówią że dziewczynki w tej kwestii są szybsze…

Tak oto mamy pełen słownik Natashowego języka:

MAMA – jedyne słowo wymawiane tak jak trzeba i w całości, ale często zastępowane MA

TA – tata

A A – Leon

A! – pies

Aaaa – kot

HA – telefon, koń i do niedawna picie. Lecz wczoraj słowo picie zostało zastąpione – PI

AM – wiadomo 😉

BU – buty, brzuch, auto

DZIDZIŚ – pępek, dzidziuś

BA – piłka, banan

DAJ – zjeżdżalnia 🙂

APPLE – jabłko (naprawdę..)

CIU – lizak lub jogurt

ZIU – Zuzia

itd itp 🙂

Podczas wakacji u Babci, doszły nowe nazwy psów. Jest więc – FA (Fifka), HO (Hektor), Hoho (Hakan) oraz dmuchnięcie nosem czyli Myszka. Tak, nie wiem jak to dobrze wytłumaczyć, ale nasza córka używa takiego fuknięcia noskiem jako jednej z liter/sylab.. I np mówi całe zdanie: MAMA Y (fuknięcie). Czyż nie piękne?

 

Kilka dni temu wróciliśmy z urlopu nad polskim morzem. Byliśmy w hotelu obłożonym przez rodziny z dziećmi – miałam porównanie. Maluchy młodsze i mniejsze o głowę, zasuwały pełnymi zdaniami, podczas gdy nasza królewna ciumkała, ykała i dmuchała noskiem 🙂 Komunikacja level hard! Ale ale, żeby nie było że taka opóźniona – jako jedyna chyba nie miała ani smoczka, ani pieluchy, ani żadnej „szmaty” bez której nie można się ruszyć, oraz absolutny ewenement – sama jadła wszystkie posiłki na swoim miejscu przy stole. My girl! Niech więc ta mowa rozwija się bez pośpiechu, my i tak dogadujemy się bez słów!

 

IMG_6566

 

Tak, nadeszła wiekopomna chwila! Po 20 miesiącach i około 15 dniach, dziecko zostało od cycka odstawione. A nie była to łatwa sprawa! Pomimo, że przecież jedno już wykarmiłam (13 m-cy) i teoretycznie miałam to wszystko za sobą, to jednak wyglądało to teraz zupełnie inaczej i dziecko też zupełnie inne.

Nie wiem dlaczego, ale pierwsze dziecko czyli syna mego, dokarmiałam butelką. Nigdy mi nie brakowało pokarmu, ale żyłam w przeświadczeniu że skoro budzi się w nocy często to na pewno jest bardzo głodny i pakowałam mu przed snem mleko czy kaszkę z butelki. Oczywiście budził się nadal. Po odstawieniu od piersi butelka pozostała i była  z nami bardzo długo bo prawie do 3 lat – w końcowej fazie było to kakałko na wieczór i rano… Do tego pozostało częste budzenie i ustało tak naprawdę coś około 4 lat…

Z Nataszą byłam już nieco bardziej wyedukowana, bo bazowałam na własnym doświadczeniu a nie na „mądrych książkach”. Do 6 miesiąca była tylko i wyłącznie na piersi, potem wprowadzałam kolejne pokarmy ale nigdy nie piła mleka innego niż moje.  I tak zleciało nam 20 miesięcy nie wiadomo kiedy… Przyszła wiosna i matce w głowie zaświrowało, że fajnie by było mieć już trochę wolności. Ale jak to zrobić? Natka mega ssakiem była, domagała się w dzień, przed drzemką, przed nocnym spaniem i dostawała też kilka razy w nocy. Można powiedzieć że była to już samoobsługa a odmowa była słyszalna w promieniu 1 km . 😉 Ale tak to z tym karmieniem jest, że mimo iż na początku to bolesne przeżycie, a potem upierdliwe, to jednak też bardzo przyjemne i trochę uzależniające. Lubiłam te jej maślane oczy i gdy rozczochrania w nocy szukała mnie szepcząc „Cita! Cita!” , doceniałam że w każdej sytuacji mogę ją nakarmić, uspokoić czy uśpić. Lubiłyśmy to obie! No ale jak koniec to koniec, liczyłam że w internecie znajdę jakiś zloty środek na odstawienie ssaka prawie 2 letniego – nie znalazłam… Zaczęłam więc od tego że eliminowałam po kolei każde karmienie a jednocześnie od razu postanowiłam nie karmić w przypadkach że ” mama boli, jestem zmęczona, coś mi się nie udało” itp. W odstawkę poszło więc karmienie do dziennej drzemki – efekt: usypianie rozciągnęło się do godziny, na szczęście jest też nosidło, samochód, wózek, więc jakoś poszło 😉 Po dwóch dniach olejna rezygnacja , tym razem z karmienia na noc. O dziwo, poszło bardzo dobrze! Do tej pory  nie wiem jak to możliwe, że karmiąc dzień w dzień przed snem przez tyle czasu, nie zrobiła mega awantury… Trochę pomarudziła ale nie była to żadna rozpacz. Tej samej nocy postanowiłam spróbować również z pierwszą pobudką (zazwyczaj ok 23) i udało się, wystarczyło przytulić. Kolejne już nie dało się oszukać więc przez 2-3 dni powtarzałyśmy ten schemat – w ciągu dnia i na noc nic, w nocy pierwsza pobudka przytulanie, kolejne karmienie. Po kilku dniach drugą pobudkę w nocy również postanowiłam przeczekać. Mała już trochę przyzwyczaiła się że korzysta z bufetu rzadziej, więc poszło nieźle. Ostatecznie zostało nam jedno karmienie nad ranem i tu było najgorzej. Kiedy w końcu zdecydowałam się również z niego zrezygnować, a tym samym zakończyć całkowicie karmienie – płakała godzinę pierwszej nocy, i godzinę o tej samej porze kolejnej. Tak, godzina o świcie to bardzo długo… Przytulałam , nawet nosiłam na rękach, ale mimo to płacz był. Kolejne noce było już tylko przebudzanie się i tulenie , bez płaczu. Cały proces zajął nam jakieś 10 dni. Mała zniosła go jak na moje oko całkiem nieźle, obyło się bez histerii, bez smarowania cycków musztardą, jak również bez odciągania pokarmu. Ale uwaga, w tym wieku dzieci już mają dużo lepszą pamięć niż np roczniaki. Przez 3 tygodnie ciągle pamiętała i czasem robiła podchody 😉

Istotne – za radą koleżanki (cmok) w nocy nie dawałam jej żadnych zamienników, ani wody, ani mleka ( w jej przypadku żadne by i tak nie przeszło), po prostu przytulałam lub tylko trzymałam za rączkę, głaskałam po pleckach (czasami ze złości na mnie nie chciała się przytulać 😉 ) W przypadku dużego już dziecka miałam w zasadzie pewność że nie chodzi tu o głód, nie było więc sensu przyzwyczajać do picia czy jedzenia. Tym sposobem już po 3 nocach Natasza zaczęła je całkowicie przesypiać. Bez pobudek! Był i jest to dla mnie do tej pory szok, bo nadal pamiętam jak to było z synkiem.

Nasz kolejny plan na lato – odpieluchowanie!

I hulaj dusza piekła nie ma! 😉

 

_DSC7265a

_DSC3965

_DSC4023

_DSC4031

Zdjęcia: Kasia Fotoobiektywna

 

 

W tym roku, wyjątkowo, moje dzieci w Dzień Babci mają babcię u siebie w domu!  Postanowiliśmy z Leoncjem zrobić Laurkę i zamówiliśmy kubek najlepszej Babci na Świecie! Laurka nie wymagała zbyt wiele pracy, pomyślałam że odbije na niej tylko łapki dzieci, które będą zdobiły napis. TYLKO odbić łapki, dla Nataszy okazało się traumatycznym przeżyciem 😛 Jak zobaczyła że maluję Leonowi dłonie farbą dostała spazmów – norma. Nasze konspiracyjne spotkanie w pokoju Leona nabrało więc podejrzenia w oczach (uszach) babci – że maltretujemy tam małą … Na szczęście i nieszczęście, ona płacze sto razy w ciągu dnia bez powodu i z każdego powodu, więc Babcia zbytnio się nie przejęła. 🙂

A jaka jest ta moja Mama jako Babcia moich dzieci? Chyba trochę inna niż pamiętam ją z dzieciństwa, ale tylko trochę.

1. Wszystko potrafi zrobić. Nie ma takiej rzeczy której w 5 minut by nie skleciła – kierownica, domek, maska batmana, strój cowboya, poduszka minionek, lalka. Nie ma co wymieniać, ona potrafi zrobić dosłownie wszystko!

2. Ma nieziemskie poczucie humoru. Nikt nie potrafi tak czytać bajki i tak przekręcać jej treści, że Leon tarza się ze śmiechu zamiast usypiać 🙂

3. Fantastycznie gotuje. Jest pysznie „jak u mamy”, zawsze – nie licząc przypadków kiedy użyła mąki wymieszanej z cukrem (sypło mi się 😛 ) do robienia knedli. Zanim przypomniałam sobie o cukrze klęła w żywe kamienie te nasze niemieckie bułki że takie słodkie 😉

4. Potrafi wszystko znaleźć. Albo ma jakieś szczęście, albo siły nadprzyrodzone, albo dobrą pamięć – nie wiem, ale jak czegoś nie mogę znaleźć to wiem że ona to znajdzie 😀

5. Jest cierpliwsza do moich dzieci ode mnie, ale mimo to rozumie mnie kiedy mi tej cierpliwości brakuje.

6. Ma super moc! Nie ma takiego opakowania któremu nie dałaby rady – i bynajmniej nigdy nie otworzy go tam gdzie zaleca producent 😀 (hihi, przepraszam mamuś musiałam ;)))

Jednym słowem – Babcia jest the best!
KOCHAMY CIĘ 🙂

babciawnuki01

To był dosyć przełomowy rok, może niekoniecznie dla mnie, ale na pewno dla moich Skarbów 🙂 Natka została ochrzczona i przestała być diabełkiem, zaczęła chodzić, Leon poszedł do szkoły… Nataszka pojawiła się w 2014 roku, ale to dopiero w tym roku dzieci zaczęły się ze sobą bawić( i kłocić!) i dopiero teraz czuję że jest rodzeństwo 🙂 To był kolejny fajny ale i trochę ciężki dla mnie rok, bo ze wszystkim najczęściej muszę radzić sobie sama z dziećmi na przyczepce. Jak to powiedział ostatnio Leoś- „mamusiu, a pamiętasz jak wczoraj był u nas tatuś…” No właśnie, tatusia praca powoduje że częściej go nie ma jak jest i jeżeli czegoś możemy sobie życzyć w Nowym 2016 Roku, to tego, żeby te proporcje się odwróciły.

Tymczasem popijam sobie słodkie winko, dzieci już śpią, babcia śpi, a mąż pewnie właśnie ratuje poparzonych od fajerwerków ludzi…Świętuję szóstego Sylwestra w piżamie i patrzę jak bawią się na imprezkach znajomi na fejsie- Wasze zdrowie   🙂

HAPPY NEW YEAR!

12 miesięcy 2015 roku

rok2015

Dzień 100 !!!!!!!!!!!!!

Melduję wykonanie zadania!!!

To było ciekawe doświadczenie, znaleźć w każdym dniu i dzień po dniu – szczęście. Czy czegoś mnie to nauczyło? Chyba trochę bardziej uświadomiło, że szczęście to takie małe momenty które trzeba chwytać jak motylki, dobrze im się przyglądać, cieszyć się nimi, bo za chwilę odfruną. W ciągu tych 100 dni miewałam też paskudne, ponure, złe dni, ciężko było znaleźć w nich coś pozytywnego, ale gdy je opisywałam rozbawiałam innych i przy okazji na koniec samą siebie 🙂 Szczęście nie spada jak deszcz z nieba i nie zalewa po uszy (no może niektórych 😉 ) szczególnie jak mieszka się setki kilometrów od rodziny i przyjaciół, jak ma się na głowie cały dom i spędza z dziećmi 24 godziny na dobę, gdy nie ma się czasu na poczytanie książki nie wspominając o wyjściu do kosmetyczki czy na zakupy. Ale, to właśnie one, moje dwa skarby są moim największym szczęściem, dają mi siłę i motywację na każdy dzień. To dla tych rączek, buziaczków i uśmiechów a nierzadko wrzasków, fochów- żyję. Dzięki nim życie ma większy sens. No dobra dobra, mam też fajnego męża, denerwuje mnie jak cholera i nigdy go nie ma jak jest najbardziej potrzebny, ale jak mówię: „Kochanie…” odpowiada: „Nie! Nie będę jechać po kolejne graty do Twoich zdjęć!” Po czym wsiada w samochód i jedzie 🙂

Tak w ogóle, to podobno dzisiaj jest Dzień Pluszowego Misia. Mam dla Was na zakończenie małą historyjkę z dzisiejszego setnego dnia:

Bawiłam się z Nataszką w pokoju Leosia. Ja leżałam na łóżku, ona stała obok, łaskotała mnie, podawała książeczki, rozmawiałyśmy… Nagle schyliła się i z radosnym okrzykiem podała mi wprost przed twarz ZDECHŁĄ MYSZ!!!!!!!! W ułamku sekundy i z niemiłosiernym wrzaskiem znalałam się na suficie!!! Nie tyle boję się myszy, co byłam totalnie zaskoczona a raczej przerażona widokiem myszy w jej rączce!!!!!!!!! Borys, kocie – a niech Cię szczur trzaśnie!!!

Wiem wiem, Wam teraz wesoło a ja nadal mam traumę przed oczami ! 😛

Dziękuję wszystkim którzy podczytywali, dostałam bardzo wiele miłych wiadomości na priv, że moje 100 dni było pocieszaczem, rozśmieszaczem i czytadłem do poduszki przed snem. Bardzo mi miło i czekam teraz na Wasze 100 happy days!

100day_1

100day_2

Dzień 99

Dzisiaj rano mój małżonek zaspał do pracy 😀 Wcale mnie to nie zmartwiło, bo skoro już i tak był spóźniony to pomyślałam że zawiezie Leonka do szkoły hihi. Tym sposobem nie musiałyśmy się z Natuszką wychylać na to zimno 🙂 Potem rozpaliłam w kominku i było już naprawdę milusio gdy na dworze wiatr, deszcz, śnieg.

Mója córa miała dzisiaj wyjątkowo dobry humor (jak na nią ;)) ale może to dlatego że pozwalałam jej na absolutnie wszystko. Np: wysypanie płatków owsianych, wyjmowanie z szuflad w kuchni talerzy, pokrywek, pojemników i przesortowanie ich w inne miejsca, wyciągnięcie i poroznoszenie po całym domu wkładów do świeczek ok 50 sztuk, porysowanie podłogi kredkami, pokruszenie i wdeptanie w dywan biszkoptów,  poustawianie moich butów po całym domu… To takie najważniejsze, sprzątałam godzinę ale grunt że nie było dziennego zawodzenia 😉

Leoncjo to takie grzeczne i miłe dziecko, że każdego dnia mnie to cieszy 🙂 Dostaliśmy od babci nowe książeczki, i obecnie jesteśmy na etapie Wróbelka Elemelka. Wydawałoby się że Leon, maniak minecrafta, chory na punkcie playstation, zafascynowany super bohaterami – nie będzie zaciekawiony wróbelkiem? A jednak, to jeszcze mały chłopczyk, który z wielkim zainteresowaniem słucha o jego przygodach 🙂 Szczególnie że mamusia (mam to po mojej mamie) moduluje głosem w pięciu oktawach naśladując wszystkie zwierzątka i wywołując ataki śmiechu u dziecka. 🙂

Dobranoc

IMG_0477.JPG

Dzień 98

I znowu poniedziałek , poranne wstawanie w ciemnościach, szaruga za onem, pośpieszne śniadanie, do szkoły wożenie, zakupów robienie… ah lato wróć! 🙂

Ale są takie momenty, jak ten ze zdjęcia, kiedy głaszczę tę małą ciepłą główkę, patrzę na te długie jak firanki rzęsy, mały kartoflany nosek i piękniutkie różowe usteczka i myślę sobie… Zrobię obiad, jak wstaniesz, kawę wypiję jak będziesz się bawić, posprzątamy razem, a teraz poleżę sobie jeszcze z Tobą i popatrzę. Kocham :*
IMG_0469.JPG

Dzień 97

Dzisiaj był bardzo happy day!

Po pierwsze jestem już praktycznie zdrowa, leki zrobiły swoje!

Po drugie miałam dzisiaj u siebie dwie nowe koleżanki, jedna dla mnie druga dla Nataszki 🙂 Spędziłyśmy wspólnie bardzo miłe popołudnie a na dodatek dostałam wspaniałe prezenty które bardzo ale to bardzo mi się przydadzą do zdjęć 🙂 Głowa już pełna pomysłów!

A tymczasem Natuszka w testach do zdjęć 🙂

natka

Dzień 96

Sobota urodziny kota! 😛 Żartuję jeszcze nie, Borys-Mruczek ma urodziny w  grudniu 🙂 Uwielbiam kiedy wszyscy są w domu. Nawet jeśli jeden z obecnych obiecuje, że pomoże mi w odgruzowywaniu domu, a potem pół dnia spędza nad jedną skrzynką z miliardem kolorowych kabelków, i robi przy tym dodatkowy burdel, ale i tak uwielbiam gdy wszyscy są w domu. Leon chodzi cały dzień w piżamie, Natka w wygodny overall’u, czas płynie tak miło, nie trzeba myśleć o dniu następnym , nie trzeba wcześnie iść spać, można wspólnie zjeść i się pobawić, no super jest.

IMG_0443.JPG

Prawie jak Trzech Króli – trzech starych dziadków u nas zamieszkało od dziś 😉

IMG_0450.JPG

Dzień 95

Mąż zapodał mi antybiotyk, abym szybko wróciła do zdrowia i odgruzowała dom 😛 Tak też zaczęłam czynić, i zrobiłam mega porządeczek w studio. Przy okazji potestowałam z moją dzieciarnią przed sesjami świątecznymi 😉

Leon ma nieograniczony zasób póz i min 🙂

IMG_0431.JPG